Świat nie zachęca do snucia planów | Recenzja komiksu Petar & Liza

Przemysław Zawrotny

Wrażliwy poeta Petar, jeden z dwojga tytułowych bohaterów komiksu Petar & Liza Miroslava Sekulicia-Strui, swoją codzienność opisuje tak: „Czas płynie kropla po kropli, w rytm tykania starych zegarów. Zapalam ostatnią zapałkę i za zasłonami rozbłyska światło poranka. Długo obracam ją między palcami, nalewam kawę do niebieskiej filiżanki w białe kropki i na filiżance białe kropki płyną w nieskończoność… Tego poranka znowu przeżyję. Biorę głęboki wdech, unosząc ręce, patrzę w dół, marszczę czoło i wypuszczam dym papierosowy przez połamane zęby…” (s. 84). Z przytoczonego fragmentu da się wyciągnąć charakterystyczne cechy tego utworu i jego bohaterów. Są tu skupienie się na szczególe i konkrecie (filiżanka) oraz gęstość codzienności, trud ciągłego utrzymywania się na powierzchni życia i oznaki fizycznego rozpadu, a także naiwność i bezbronność człowieka wobec świata (trzeba podkreślić, że w polskim przekładzie wewnętrzne monologi bohatera nie tylko niosą informację, ale również zyskują znakomite brzmienie dzięki świetnej pracy wykonanej przez tłumaczkę Adę Wapniarską oraz redaktora Macieja Mrozowskiego).

Niezwykłe w tym komiksie są także obrazki – choć ukazano na nich rzeczy zupełnie zwykłe. Jak można dowiedzieć się z opisu polskiego wydawcy Petara & Lizy, Sekulić-Struja maluje gwaszem. Jego prace są pełne detali, co największe wrażenie robi w przypadku nielicznych w tym albumie rozkładówek, choć w malutkich kadrach, z których są zbudowane niektóre plansze, też sprawdza się znakomicie. Szczegół jest ważny, bo w końcu to przedmioty tworzą rzeczywistość, a także panujący w niej bałagan (na chodnikach, we wnętrzach domów, w napisach na ścianach) – to uderza od pierwszego kontaktu w warstwie wizualnej i kierunkuje odbiór. Idzie to dalej, bo nieuporządkowana rzeczywistość rezonuje z duszami bohaterów.

Okładka komiksu Petar i Liza.

Sam autor na swojej stronie internetowej jako inspirujących go malarzy wskazuje Vincenta Van Gogha, Salvadora Dalego, René Magritte’a czy Edvarda Muncha. Ich wszystkich oczywiście widać na planszach Petara & Lizy. Do grona twórców stanowiących punkt odniesienia dorzuciłbym przedstawicieli prymitywizmu, choćby Henriego Rousseau – Celnika. Te elementy stylu autora, które miejscami zbliżają jego album do sztuki naiwnej – wspomniany nieco już obsesyjny stosunek do detali czy umiejętne stosowanie uproszczonej perspektywy – dają komiksowi wiele świeżości. Z perspektywą Sekulić-Struja postępuje dość swobodnie – czasami trzyma się zasad realistycznego przedstawienia (ukazując puste ulice czy wnętrza zdewastowanych klatek schodowych), innym razem spłaszcza widok (w ujęciach tłumu na otwartych przestrzeniach). Mimo to zachowuje spójność, a przez takie zabiegi jego świat staje się urzekająco plastyczny, jak materiał w rękach twórcy.

Ten świat jest zniekształcony – ale czy przesadzony? Pochodzący z chorwackiej Rijeki autor zostawia niewiele śladów, jeśli chodzi o konkretyzację czasu opowieści. Również miejsca akcji nie określa precyzyjnie, choć imiona bohaterów oraz napisy na murach i witrynach sklepów jednoznacznie wskazują na jakieś anonimowe miasto w byłej Jugosławii. Nie ryzykując wiele, można stwierdzić, że chodzi tu o lata powojenne na Bałkanach (urodzony w 1976 roku Sekulić-Struja należy do pokolenia, którego młodość przypadła na okres wojny lub powojnie – wtedy właśnie miał tyle lat co Petar w jego komiksie). Przestrzeń wygląda na wyniszczoną przede wszystkim zbrojnym konfliktem, ale również dobitą środkowoeuropejskim marazmem lat dziewięćdziesiątych – bure zaułki pełne gruzu, śmieci i spalin z ogromnych ciężarówek, poniszczone drogi, place zajmowane przez handlarzy wszystkim, co zostało po katastrofie cywilizacyjnej, i ludzi z beznadzieją w oczach. Po niebie co jakiś czas przelatują samoloty, które raczej nie wiozą polskich turystów na plaże nad Adriatykiem. To najwyraźniej jeszcze nie ta epoka, choć pod koniec opowieści, we fragmentach rozgrywających się w pewnym dystansie czasowym, widać zmianę krajobrazu – ulice zyskują nieco komercyjnego blasku, a przestrzeń wygląda ogólnie na bardziej uczesaną. Wtedy tętno bałkańskiego miasteczka zmienia i stabilizuje swój rytm, zaczynając równanie do znanego dziś poziomu.

Atmosfera opowieści przypomina środkowoeuropejskie werystyczne kino poświęcone codzienności z melancholijnymi bohaterami, których nic dobrego nie czeka. Dialogi i obrazy osadzają ich w prozie życia, a głos narratora z offu przerabia tę prozę w osobliwą poezję. W zdewastowanym świecie tytułowi bohaterowie są przez jakiś czas kochankami. Ich wspólne losy zajmują jakąś połowę omawianego komiksu (druga połowa to osobne życia, przede wszystkim losy Petara). Wątek ich miłości krzyżuje się tu z innymi tematami. Petar po powrocie z wojska ima się różnych zajęć – czasem bywa salowym, czasem pomocnikiem kucharza, a czasem bezrobotnym bywalcem kasyn. Praca jedna czy druga to w jego życiu przejściowy stan, a żadne miejsce z pokazanych na kartach komiksu nie wydaje się stworzone dla niego. Bohater dryfuje, przy okazji zamieniając wynajmowane mieszkanie w scenę niekończących się imprez, gdzie niekiedy jemu samemu trudno jest wejść i odgadnąć, kto i dlaczego śpi w jego łóżku. Od Petara nic tu nie zależy. Trudno, by ten stan inercji nie przynosił coraz większych kłopotów, również w relacjach z Lizą, o której zresztą wiadomo niewiele ponad to, że jej pasją jest taniec, a relacje panujące w domu rodzinnym dziewczyny nie pomogły jej w odnalezieniu własnej drogi.

Trochę na wyrost byłoby powiedzieć, że życia bohaterów są w budowie. Rzeczywistość jednak nie zachęca nikogo do snucia planów, raczej dostarcza bohaterom przykładów, jakiego życia by nie chcieli. Daje również skrawki szczęścia, choćby były to chwile wolności podczas ucieczki na wieś. A może tych lepszych momentów bohaterowie doświadczyli więcej, ale tak mało pokazał ich autor, który zaakcentował głównie szarzyznę i niemoc? Może bohaterowie w swoim najlepszym czasie mieli nieco inny świat w głowie? Wnioski jak zawsze wyciąga głównie czytelnik, chociaż przynajmniej Liza w pewnym momencie potrafi wziąć niewielkie fragmenty własnego życia w swoje ręce. Tylko czy to wiele zmienia i czy na długo?

Petar & Liza to nie jest studium związku, komiks nie jest też skrupulatnie przeprowadzoną analizą żadnego innego pojawiającego się w nim wątku – choćby niedopasowania ludzi do świata czy dopasowania do siebie nawzajem. Co innego decyduje o znakomitości tego albumu. Tematy raczej płyną, zanikają i wracają niż są wyczerpywane. Z zarysowanych wątków chorwacki autor tworzy sieć oplatającą życia bohaterów, osadzając ich w ten sposób w zrujnowanym świecie. Nie oznacza to, że porusza się po płyciźnie – świat wewnętrzny i zewnętrzny jest tu gęsty. Czuć, że pod apatią coś się kryje. Prostych wyjaśnień nie dostaniemy, co dobrze oddaje z jednej strony bezwładność, której są poddani bohaterowie, z drugiej – fakt, że prawdziwe życie niekoniecznie da się sprowadzić do pouczającej konkluzji.

O albumie:

Mirosłav Sekulic-Struja

Petar & Liza

Tłum. A. Wapniarska. Warszawa: Timof Comics, 2025.

Tekst oryginalnie ukazał się w 40. numerze „Zeszytów Komiksowych”, wrzesień 2025.

Zamów magazyn!
Numer 37 jest już dostępny

Kontakt / Redakcja

Zeszyty Komiksowe

ul. Geodetów 30
60-447 Poznań

Redaktor naczelny:
Michał Traczyk
Redaktorzy:
Dominika Gracz-Moskwa (zastępczyni redaktora naczelnego),
Marta Kostecka
Założyciel i honorowy redaktor naczelny:
Michał Błażejczyk
Rada naukowa:
prof. dr hab. Jerzy Szyłak, dr hab. Paweł Sitkiewicz,
dr hab. Wojciech Birek, dr Adam Rusek
Dział recenzji:
Damian Kaja
Korekta:
Martyna Pakuła
Wydawcy:
Fundacja Instytut Kultury Popularnej
i Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu
E-mail redakcji:
redakcja@zeszytykomiksowe.org
Numer ISSN: 1733-3008