Palimpsesty albo majstrowanie w cudzej pamięci | Recenzja komiksu Ultradźwięki

Przemysław Zawrotny

Powieść graficzną Ultradźwięki Conora Stechschultego i jej filmową adaptację w reżyserii Roba Schroedera warto rozpatrywać łącznie. Oba utwory to intrygujące dzieła, a ich zestawienie pozwala uchwycić to, co decyduje o jakości każdego z nich. Chodzi przede wszystkim o atrakcyjną i skomplikowaną fabułę oraz umiejętne wykorzystanie jednego i drugiego medium przez twórców. Zwłaszcza chwyty zastosowane w komiksowym pierwowzorze wydają się błyskotliwe i nowatorskie.

Amerykański autor tworzył swój komiks przez prawie dekadę (2012-2021), co szczegółowo wyjaśnia w posłowiu, gdzie przywołuje również okoliczności związane ze swoim życiem prywatnym towarzyszące powstawaniu kolejnych rozdziałów. Pierwotnie Stechschulte opublikował swoją historię w czterech tomach i opatrzył tytułem Generous Bosom – co należałoby przełożyć jako „Obfity biust”. Ten tytuł niespecjalnie przystaje do charakteru utworu, podobnie jak zaklasyfikowanie opowieści jako psychologiczno-erotycznego thrillera przez pierwszego wydawcę (Breakdown Press). Odważne sceny wraz z ukazaniem anatomicznych szczegółów oczywiście zostały w komiksie zawarte, ale erotyka nie pełni tutaj aż tak istotnej funkcji, jest raczej nienachalna i drugoplanowa (natomiast w filmie Schroedera jest takich elementów zdecydowanie mniej). Ostateczny tytuł wydania zbiorczego, Ultrasound, pochodzi od reżysera adaptacji i został nadany komiksowi wtórnie przy okazji publikacji wydania zbiorczego. Słowo „ultradźwięki” zdecydowanie uspójnia opowieść, a jednocześnie odnosi się do pewnych chwytów narracyjnych zastosowanych w warstwie wizualnej komiksu.

Okładka komiksu Ultradźwięki

Historia stworzona przez Stechschultego jest rozbudowana i pełna zaskoczeń, a zarazem kameralna. Można by powiedzieć, że lynchowska, gdyby nie fakt, że jednak osobliwe zdarzenia znajdują ostatecznie dość logiczne, choć pokrętne wyjaśnienie, trochę inaczej niż u twórcy Inland Empire czy Zaginionej autostrady, który nader często lubił uciekać w oniryczność. Świat Stechschultego, jak się zdaje, jest napędzany innego rodzaju mechanizmem, chyba więcej w nim Incepcji niż Davida Lyncha.

Właściwa akcja komiksu zaczyna się w momencie, gdy główny bohater, Glen, wracając autem z wesela, łapie gumę i jest zmuszony do nocowania na odludziu w tajemniczym domu. Korzysta z gościnności osobliwej pary – Arthura, cierpiącego na depresję byłego nauczyciela z miejscowego liceum, oraz jego młodej żony Cindy, która niemal od początku budzi w Glenie pożądanie. Atmosfera miedzy trójką bohaterów gęstnieje, jednak wydarzenia przyjmują nieoczekiwany obrót, gdy Arthur zupełnie niespodziewanie i w dobrej wierze proponuje gościowi seks ze swoją żoną. Tej również pomysł się podoba. Sytuacja staje się niezręczna, a to dopiero początek psychologicznych i fabularnych zawiłości.

Później okazuje się, że środek ciężkości tej opowieści sytuuje się daleko od inicjującego ją wątku. Na pierwszy plan wysuwają się inne rzeczy, które dzieją się wokół bohaterów, a częściej ponad nimi, mimo ich woli i bez ich wiedzy. Historia znajomości Glena i Cindy zostaje już do końca osią fabuły, ale nad przebiegiem zdarzeń panuje ktoś inny niż oni sami, ktoś mający większą władzę niż para bohaterów oraz własne cele. Niecodzienna przygoda związana z powrotem późną nocą stanowi tylko jeden poziom rzeczywistości. Jakiś czas potem zobaczymy te same postaci w innym kontekście. W świecie tej opowieści bowiem jedne wydarzenia są nadpisywane na poprzednich. Można się pogubić przy rozpoznawaniu prawdziwych i fałszywych warstw rzeczywistości i nie tak łatwo dokopać się do jej fundamentów (umownie powiedzmy: do prawdy). Konstrukcja utworu jest bardzo atrakcyjna i to sprawia, że Ultradźwięki czyta się przede wszystkim dla poznania zakończenia oraz meandrów fabularnych, a nie dla wielostronnych interpretacji i refleksji o kondycji człowieka. Stechschulte może nam raczej opowiedzieć ciekawą historię niż zachęcić do ogólniejszych rozważań o tym, jak postrzegamy świat i zdarzenia.

Dość jednak o fabule, może zbyt wiele już zdradziłem! Dużo ciekawego dzieje się również w warstwie narracyjnej komiksu. Palimpsestowa konstrukcja świata przedstawionego wymaga oddzielenia od siebie i zaznaczenia jego kolejnych warstw tak, by było to czytelne. Stechschulte stosuje genialny zabieg – prosty i skuteczny. Autor rysuje tuszem różnego koloru i nakłada jedne kadry na drugie. W ten sposób daje znać czytelnikowi, że zdarzenia na siebie nachodzą. Jedne przykrywają drugie – coś przez coś prześwituje albo coś się zaczyna, jeszcze zanim coś innego się skończy. Niekiedy te różnokolorowe obrazy się kłócą, nie chcą przylegać albo są wobec siebie ustawione w kontrze. Całkiem jakby wtłaczane bohaterom do głowy narracje zajmowały różne pasma w eterze – częstotliwości przekazu nie są zgrane. Niektóre pozostają niewidoczne czy trudniej uchwytne jak tytułowe ultradźwięki. Stechschulte różnicuje przy tym styl graficzny, jeśli chodzi o operowanie detalami i poziomem realizmu. Czasami świat jest ukazany ledwie szkicowo, a chwilę później rysunek staje się bardziej szczegółowy. Czasami autor zbliża się do czystej linii, by zaraz potem przejść do pełnego kreskowania i cieni.

Pomysłowość autora powieści graficznej najpełniej widać, gdy zestawić komiks z filmowym obrazem. Zabieg z zastosowaniem tuszu różnego koloru nie znajduje swojego ekwiwalentu w warstwie wizualnej filmu, nie mamy tam na przykład zdjęć w różnych tonacjach barw. O ile komiks Stechschultego jest na poziomie narracji eksperymentalny, o tyle Schroeder w filmie opowiada w sposób raczej tradycyjny i wyważony. Na ekranie widzimy codzienność. Jeśli widz jest czymś straszony i w jakiś sposób jest wzbudzany w odbiorcy niepokój, to raczej za pomocą sugestii, że świat jest niepoznawalny, a ci, co manipulują pamięcią bohaterów, zapewne nie mają czystych intencji. Jest to groza budowana na poziomie intelektualnym, a nie za pomocą środków wizualnych. Narracja w filmie jest nieśpieszna, choć trzeba podkreślić, że reżyser zdołał zamknąć skomplikowaną opowieść rozpisaną na czterysta stron komiksu w stu minutach, zasadniczo nic nie tracąc z fabuły, a jedynie w niektórych miejscach zmieniając kolejność prezentowanych zdarzeń.

Konfrontacja filmu z komiksem przede wszystkim pozwala docenić narracyjną inwencję amerykańskiego autora powieści graficznej. Obydwa utwory, mimo że zawierają tę samą opowieść, bardzo się różnią co do poetyki. Szkoda przy tym, że film Schroedera nie doczekał się polskiej premiery – światowa odbyła się w 2021 roku.

O albumie:

Conor Stechschulte

Ultradźwięki

Tłum. A. Ostrowska. Kraków: Mandioca, 2024.

Tekst ukazał się oryginalnie w 39. numerze Zeszytów Komiksowych, kwiecień 2025.

Zamów magazyn!
Numer 37 jest już dostępny

Kontakt / Redakcja

Zeszyty Komiksowe

ul. Geodetów 30
60-447 Poznań

Redaktor naczelny:
Michał Traczyk
Redaktorzy:
Dominika Gracz-Moskwa (zastępczyni redaktora naczelnego),
Marta Kostecka
Założyciel i honorowy redaktor naczelny:
Michał Błażejczyk
Rada naukowa:
prof. dr hab. Jerzy Szyłak, dr hab. Paweł Sitkiewicz,
dr hab. Wojciech Birek, dr Adam Rusek
Dział recenzji:
Damian Kaja
Korekta:
Martyna Pakuła
Wydawcy:
Fundacja Instytut Kultury Popularnej
i Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu
E-mail redakcji:
redakcja@zeszytykomiksowe.org
Numer ISSN: 1733-3008