|
|
Ralf König (sc. i rys.)
|
|
Konrad i Paul. Big Dick
|
|
Ilość stron: 96
|
Okładka: miękka
Czarno-biały
|
|
|
"-- To znaczy... Jest kilka historyjek, ale większość bardzo
intymna... Gdyby to wpadło w ręce mojej matki! -- Tak jakby ona
czytała pedalskie komiksy..."
***
W gruncie rzeczy - szkoda, że matka Konrada nie czyta pedalskich
komiksów. Mogłaby się tym sposobem dowiedzieć o swoim synu wielu
ciekawych rzeczy. Rzeczy, które by ją rozczuliły. Zszokowały.
Wprawiły w niedowierzanie. I rozbawiły. Przede wszystkim właśnie
rozbawiły, bo Konrad i Paul to
komiks, przede wszystkim,
szalenie zabawny. Kłótnia o pornograficznego Warhola na ścianie
salonu, albo o obsikiwaną deskę klozetową? Gej, dla którego seks
przedślubny nie wchodzi w grę? Świąteczny obiad u mamy Paula?
Lodowate dłonie na jack-off party? Skórzaki na kursie szydełkowania?
Fikus, na który trzeba krzyknąć, żeby lepiej rósł? A nawet - pedały,
które chcą wpierdolić pedałom? Znakomita większość kilkustronicowych
historyjek z tego komiksu jest dobrze napisana i niebanalnie
spuentowana - co nie znaczy, że kilka z nich nie balansuje
niebezpiecznie blisko granicy dobrego smaku.
Pod względem formalnym, Konrad i Paul doskonale
wpisuje się w tradycję europejskiego (i nie tylko) komiksu
humorystycznego, przypomina na przykład krytykę społeczną
z komiksów Bretécher, tak pod względem warsztatu plastycznego,
jak i literackiego. Rysunek jest czarno-biały, wyrazisty,
pozbawiony fajerwerków, ale technicznie opanowany do perfekcji,
skupiony na postaciach ludzkich, świetnie oddający ich emocje.
Nie jest to może rysunek sam w sobie powalający na ziemię ze
śmiechu, jak choćby u Reisera, ale bezsprzecznie zabawny.
Dialogi nie wpadają w manieryzm ani tanie efekciarstwo - choć
momentami są przydługie, - są za to autentycznie auto-ironiczne.
Tłumaczenie też jest świetne.
Konrad i Paul to nie podręcznik bycia ciotą, to nie
szukanie usprawiedliwienia, to nie manifest gay pride, to nie
homo-pornografia, to nie zaczepka ani wyraz wstydu.
Konrad i Paul to komiks o życiu codziennym i wszystkim tym, co w
nim zarówno prozaicznego, jak i nadzwyczajnego. O nudzie,
problemach, seksie, związkach międzyludzkich, rodzinie. Czy ten
komiks jest dla heteryka przepustką do gejowskiej egzystencji?
Jeśli wierzyć temu, co Marcin Pietras napisał we wstępie - tak.
Czy ta egzystencja wyda się heterykowi egzotyczna? To już zależy
od punktu widzenia i od osobistych doświadczeń.
Konrad i Paul bez wątpienia potwierdza wiele
stereotypów - bo autorowi nie chodzi o zdobycie punktów
w kulturalnej wojnie z heteroseksualną większością. To właśnie
jest w tym komiksie najbardziej odświeżające: całkowity brak
jakiejkolwiek pretensji i jakichkolwiek kompleksów. Autor niczego
nie próbuje czytelnikowi udowodnić - i właśnie dzięki temu udaje
mu się udowodnić to, co najważniejsze (czy - jak zechcą niektórzy
- najgroźniejsze): że homoseksualizm to absolutnie najzwyczajniejsza
rzecz pod słońcem. Więc nie ma się czym poniecać. Chyba że
owłosionym męskim tyłkiem.
Konrad i Paul to komiks także dla zażartych homofobów
- niech i oni wiedzą, że nawet w Polsce idą zmiany. Na lepsze.
***
"-- Byłeś cholernie dobrym heterykiem. I dlatego po prostu
nie mogę uwierzyć, że jesteś gejem! -- Właściwie nie chciałem ci
tego mówic, ale... Kiedy ze sobą spaliśmy, za każdym razem po
prostu zamykałem oczy i myślałem o gołych facetach! O gołych i
OWŁOSIONYCH facetach! -- Gdybym tylko mogła to teraz jak
najszybciej wyprzeć ze świadomości... -- To ja w tym czasie
zrobię nam kawy..."
Michał Błażejczyk
|